porannik

lipiec 31, 2007

Porannik o godzinie 10-47 czasu barcelonskiego. Mam ochote na jesien w Polsce najpierw ta pierwsza zlota polska z babim latem i gruszkami, pachnacym grzybami lasem- szeleszcza liscie. pozniej ta druga z mgla na cmentarzu i dymem unoszacym sie ze spalonych lekko zgnilych dzialkowych lisci . Na szyje, owinieta zielonym szalem i pierwsze dni w nieznanej szkole. Powrot tramwajem , ciemno za oknem a z ust para leci bo juz pierwsze chlody. Jak przyslowie mowi:” I na zielona Gabriele przyszedl przymrozek.” Pomijam motyw deszczu i olowianego nieba, ktore zamyka mozliwosc spojrzenia z dystansu. Zaczynaja sie pozne  listopadowe zamarzniete chodniki, o ktorych twardosc mozna skaleczyc dopiero co obudzone stopy. Jest mama dom cieplo i samotnosc. I pytanie Kim bede?     

jestesmy

lipiec 30, 2007

Niespodziewany atak upalnosci wypalil dziurki w naszych glowach tak jak goraca fala z grzyba w Hiroszimie otoczyl ciala i nie zamierza puscic. Juz sie troche przyzwyczailismy tylko nie rozumiem dlaczego mamy w szafie tysiace zbytecznych rajstop i skarpetek nie wspominajac o bluzach i kurtce! I zadnej , zadnej letniej sukienki! w Hiszpanii! Aj mare! Poznalismy dziennikarza z Bosni  Hercegowiny, ktory wyemigrowal po wojnie, pare kanadyjczykow podrozujacych po Europie ( dziewczyna wyglada jak suslowaty chomik obgryzajac ciasteczko, on przyszly maz stanu). U nas wielki chaos koncentrujemy sie na malych rzeczach przez co nie mozemy nic zwiedzic jak pozadni turysci wczoraj np.chcielismy dotrzec do zamku na gorze ( Tibidabo, Temple de Cort??)  ktory widzimy z okien, wsiedlismy we wlasciwy autobus i pojechalismy w zupelnie przeciwna strone po okolo 30 przystankach Rosol musial isc natychmiast do toalety i wysiedlismy ( jak sie pozniej okazalo jedyne 16 przystankow przed celem) zjedlismy male rybki w blokowiskowej knajpce i przypadkiem dotarlismy do Sagrada de familia. Jedyny spozywczy sklep, ktory udalo nam sie do tej pory znalezc to Krakoviak i nadal nie mamy mapy. uogolniajac jest zaczapiscie i ide wlasnie poplywac na dach a pozniej moze zobacze delfiny. dla wszystkich CMOK.miauuuu, kukurykuuu, icha icha.  

  

Barcelona

lipiec 26, 2007

                       Vamos a la vacaciones to Barcelona

pośmiertnie

lipiec 10, 2007

Today: Egzystowanie niczym swój własny duplikat. Kopia ale nie dokładna. Pełna poprzerywanych ciągów. Totalny brak panowania nad swoimi odruchami.Obawa co będzie za chwilę..łodeczka, parasol i kot

poczwara

nie wszystko jest piękne na tym świecie

Saturday in Java Lounge

lipiec 8, 2007

 What can you do on Saturday morning in Douglas?

You can go on “high” street to look how  your friends work,you can buy brazil nuts ice cream or you can imagine that somewhere is huge interesting world  and you are here and have to change your point of view to feel better.

And everything is allright like a journey.

jAVA

Katie and Bara with rubbish

SMIECI

Bara, she is a queen of Java Lounge.

bara

It is my favourite photo,

I really like take photo of Katie but she doesn’t.Miauu

kASIA

I’ve got a power…

bruce

Tongue is a very important tool… 

język

I’m only a consumer.hihi

lod

jeremy

“Be careful, I can break your lens”, o thank You Jeremy!

I love shopping.

kiszenie

lipiec 1, 2007

To tylko poranna niedzielna abstrakcja odnosnie deszczu za oknem i kiszenia cialek w domu.Bo chodzi o te buty a moze wcale o nie nie chodzi, bo chodzi o to, ze wyspa jest mala i czasami czlowiek czuje klaustrofobiczna petle na szyi a moze wcale nie.Tak w sumie nie wiadomo gdzie jest ta przesterzen na zewnatrz czy w srodku? Oddychac i tak trzeba. wakacji help help 

buciki

cos malego wyroslo na poscieliiii

bucik

too buciki z Nexta

noooog

nogi w wiezieniu

nooogi

prostonogi

nog

zziarnowane

niebo

no i w chmurach