jestesmy

lipiec 30, 2007

Niespodziewany atak upalnosci wypalil dziurki w naszych glowach tak jak goraca fala z grzyba w Hiroszimie otoczyl ciala i nie zamierza puscic. Juz sie troche przyzwyczailismy tylko nie rozumiem dlaczego mamy w szafie tysiace zbytecznych rajstop i skarpetek nie wspominajac o bluzach i kurtce! I zadnej , zadnej letniej sukienki! w Hiszpanii! Aj mare! Poznalismy dziennikarza z Bosni  Hercegowiny, ktory wyemigrowal po wojnie, pare kanadyjczykow podrozujacych po Europie ( dziewczyna wyglada jak suslowaty chomik obgryzajac ciasteczko, on przyszly maz stanu). U nas wielki chaos koncentrujemy sie na malych rzeczach przez co nie mozemy nic zwiedzic jak pozadni turysci wczoraj np.chcielismy dotrzec do zamku na gorze ( Tibidabo, Temple de Cort??)  ktory widzimy z okien, wsiedlismy we wlasciwy autobus i pojechalismy w zupelnie przeciwna strone po okolo 30 przystankach Rosol musial isc natychmiast do toalety i wysiedlismy ( jak sie pozniej okazalo jedyne 16 przystankow przed celem) zjedlismy male rybki w blokowiskowej knajpce i przypadkiem dotarlismy do Sagrada de familia. Jedyny spozywczy sklep, ktory udalo nam sie do tej pory znalezc to Krakoviak i nadal nie mamy mapy. uogolniajac jest zaczapiscie i ide wlasnie poplywac na dach a pozniej moze zobacze delfiny. dla wszystkich CMOK.miauuuu, kukurykuuu, icha icha.  

  

One Response to “jestesmy”

  1. fizia Says:

    No właśnie, Sagrada de Familia, o tym mówiłam:)ALE FAJNIE:))) Nie spodziewlam sie wpisu barcelonskiego, co za fantastyczna niespodzianka:) ja wlasnie jestem w tym stanie popracowym podkurwionym i zmeczonym, obejrzalam przewodnik, obejrzalam stan konta i troche mi mina zerzedla (ale co tam, bedziemy spac w krzaczorach byle komary gryzly)
    Tu po staremu jak widac nie moge sie doczekac na ogladanie zdjec ale Wam oczywiscie niech sie czas wlecze w nieskonczonosc upojnego barcelonowani!!! (niewyobrazalne to jest, ze tam dwa chudzielce rosolaki sie wlocza po la rambli:)))) buziak!!!!!!!!!!!!!!!


Leave a Reply