nie ma

sierpień 23, 2007

museum

tak szybko nie znajdziesz bo to długa droga jest, skarbeńku

wtoreczek

sierpień 23, 2007

Dzisiaj był jeden z tych trudniejszych dni w pracy, po tym jak wszyscy zgodnie oznajmiliśmy,że mamy strasznie podły nastrój i nie należy się przybliżać.Dotarło do nas z Rebecca, że Owen ma zespół napięcia przedmiesiączkowego i nic tutaj nie pomoże (chyba,że ciąża).Rebecca natomiast cały dzień marzyła o tym żeby coś zepsuć, co oczywiście udało jej się ziścić w postaci zadrapania kluczem na ścianie. U mnie, od rana chciało mi się płakać i było mi smutno co przerodziło się w objawy lekkiej agresywności , a w końcowej fazie dnia wszystkim się w miarę wyrównało. Acha i mój ulubiony klient zdradził mi sekret:My grandmother’s ear trumpet has been struk by lightning.  

bezmyśli

sierpień 18, 2007

Płynę na małym basenie w wirze sztucznej rzeki wytworzonej przez napędzany kosmitami strumień wody i śmieje się razem z dziećmi i tatusiami. Jest tak bardzo dobrze i jeszcze lepiej kiedy piegowaty rudzielec w różowych okularkach z  uszami jak lądowiska helikopterów przepływa mi po plecach. Jestem tam tylko na chwilę w oczekiwaniu na bicze wodne, które miały zrelaksować napiete plecy.Bicze się nie pojawiły za to walczyłam o miejsce w bąblowni ( dwa strumienie ogromnych bąbelków wydostajacych się z dołu pod ciśnieniem, coś na wzór mini fontanny, która orgiastycznie masuje brzuszek albo porusza galaretka na udach) z innymi chłopcami, którzy zanurzali głowy bezpośrednio w bąble-każdy rodzaj odurzenia mile widziany. I śmiałam się naprawde tak mocno się śmiałam do nich i oni do mnie, że hoj! I chciałam te wszystkie małe rączki dotykać i przytulać te stosy dzieciaków,że pewnie jak bym jeszcze trochę została to oskarżyliby mnie o pedofilie. Ale to nic mam to gdzieś i zamarzyło mi się tak zobaczyć dziadka z prawnukiem jak na ryby razem idą albo mały zawiązuje sznurowadło dziadkowi. Bezlitosny przeplyw czasu, nieubłagalne skóry wiotczenie. Jakby ktoś zaproponował mi powrót do czasów nastoletnich podziękowałabym mu, dziwne, a z niepokojem oglądam swoją twarz w codziennym lustrze.    

szybciutka wycieczka do LaXey!

sierpień 16, 2007

z archiwum

sierpień 5, 2007

odnalazłam ten slideshow i teraz będę go męczyć.Tym razem niewinne zabawy z rodziną Garczyńskich w studio, zdjęcia Rosół.

wspominki

sierpień 5, 2007

Za oknem pada tak mocno pada deszcz jak tylko może najmocniej to wyspa nasza najukochańsza. W głowie jeszcze hiszpańskie światło odgłosy miasta i katalońskiego języka, skóra domaga się słońca. Ostatni piasek z bikini wytrzaśnięty, pozostały zdjęcia do obrobienia, czarno zielone oliwki,  chorizo i sery pleśniowe do wchłonięcia. Spokojna niedziela żeby ukryć skrzydełka, wyprasować koszule i jutro z podniesionym czołem wskoczyć w trybiki życia codziennego.Oj jak trudno czasami…  

czwart-ek

sierpień 2, 2007

Jutro juz fruuu.Cholerka jak to? to juz ? tak szybko? Dopiero przedwczoraj nastapila aklimatyzacja, rozluznienie wszelkich zwieraczy a tutaj juz trzeba uciekac.Moze ma to jakis sens bo glowa przepelniona wrazeniami, kolorowe babelki soduja mozg a hiszpanskie kobiety przejezdzaja autostrada zwojow na skuterach. H;ola! matita bajla bajla. Vaaaaaaaaaaaamos a la Fundacio Miro. 

http://www.bcn.fjmiro.cat/