podróż po niewinnej sobocie
styczeń 26, 2008
Rozpoczęło się bardzo spokojnie ( jak ktoś wstaje o 14) to jak mogłoby byc inaczej, spacerkiem po Strandzie. Szaleńczy zakupowy instykt wydzierał się ze wszystkich zakamarków, w końcu to pierwsza sobota po pay dayu , należy to koniecznie uczcić.

Psy i nie tylko cierpliwie czekały na swoich panów wydajacych ciężko zarobione pieniądze. Postanowiłam im nie ulegać i nic nie kupić aczkolwiek oczywiście nie wystarczyło mi sił wkroczyłam do ulubionego sklepu i tam się troszeczkę zatraciłam. Jak to Owen powiedział wysyłając mnie po masło w odpowiedzi na moje wzburzenie, że ma 3 chłopców na posyłki a ja muszę iść: przecież jesteś kobietą wy macie shopping we krwi.

Kupiłam..płaszcz. A co tam, fioletowy przecież to taki piękny kolor!!!

Później ogarnęła mnie czapka architektoniczna, tak jakoś z innaczej spojrzałam na budynki w tym mieście, w sumie nie są takie złe.
Dominowały dachy i okna poczułam się prawie jak w Paryżu w którym nigdy nie byłam..


Dotarłam na Bucks Road 58A w celach bynajmniej towarzyskich.


Zrobiło się ciemno i pojechaliśmy na obiadośniadanie do Laxey.




Posiłek był smaczny i bardzo obfity, jak dobrze jeść, mniam mniam!
specjalnie dla chomika co się myka
styczeń 26, 2008

Ponieważ wspomniany wyżej chomik ( w tytule) nie mógł już znieść widoku konia ,który również rozpoczął rozstrajać moje nerwy postanowiłam coś zmienić. Było to coś czym było cokolwiek taka już arytmetyka powstała,że nawet najmniejszy którego obecnie nie ma nie byłby się wstanie domyślić. Generalnie polska góra na słowackich stokach. Nikt właśnie nie wie dlaczego tak działają końcówki nerwów. W ogólle to nie mósi. sałatka z śledzia nawet jeżeli nie ma obieda .a zamrożone łazańce bo pora na kuksańce. o!