przygody camperów, skautów jakkolwiek ich zwał
maj 31, 2008
Co ja tutaj będę wiele tłumaczyć, rozpoczeło się TTprzyjechało mnóóóóstwo( ludzie, ludzie!!!! hihih) ludzi Douglas zaczęło wyglądać jak miasto????. szczególnie wieczorem. Acha i wszyscy żyją (i piją) w namiocie.













normalnie…
maj 25, 2008
Poranna herbatka z obywatelem Zielonym w Alpine stłumiła na chwile oznaki przybliżającego się kaca. Wczoraj mieliśmy małe święto biało czerwonych, którzy opanowali pewien lokal nadwyraz skutecznie jak można było zaobserwować, po dwóch godzinach zniknęły pozostałe narodowości. Zapomniałam już o tym,że jest nas tylu na tej małej wyspie i muszę przyznać,że czułam się troche nieswojo oglądając twarze zdziwionych ochroniarzy czujnie nas obserwujących.


świeciło dzisiaj i świeciło a wiało oj wiało. Jednego wyelegantowanego pana zaskoczyło cappucino, które zamierzał popijać w spokoju na promenadzie. Jak widać nie było najlepszej jakości ( piana za mało gęsta ) o czym przekonał się kiedy wylądowała na nim za pomocą podmuchu wiatru. Lubie ten wiatr i nigdy nie przestane a nadmorski jest jedyny w swoim rodzaju. Trudno się w nim poruszać, oziębia atmosfere a z deszczem do spółki jest już nie do wytrzymania. I tak go lubię. Odwołują loty , łódki nie wypływają i wszystko się opóźnia. Ludzie zaczynają być nerwowi a co wrażliwsi szaleją . O fryzurach, uciekjących czapkach i wyginających się parasolach już nie wspomne. E tam jest mój.


a mewy się cieszą i rozrywają worki z ziemniakami na balkonie w celach żywieniowych.
Będę czekać wiernie jak piesek
maj 22, 2008
Każdy ma swój przód

i Tył……

spit out the shit
maj 19, 2008
Powiedziałam,że odchodze to odejde musze się czegoś trzymać, bardzo bym chciała żeby słowa miały sens. Nie jest łatwo, kiedy oddało się tyle siebie. Może czas zmienić wektor siły. A co tam, raz koza babki zbierała i śmierć. ( Z Pracy).

Welcome to the Iom
maj 11, 2008
Zjadłam juz swoje mango na śniadanie pije kawe i zastanawiam się co dalej. Oczywiscie dzisiaj w jak najprostszym znaczeniu, chodzi o kolejny ruch. Chyba wezmę krzesło( nie pozostało już żadne wszystko porąbali) i pójde na taras wypić drugą kawe. uhmmm fascynujące isn’t it?



żyjąc w niebie
maj 5, 2008
Każdy miał swój długi weekend, wy tam w polszy daleko ,a my tutaj wyspowy mały bankuś holidejuś. Budziliśmy się codziennie dosłownie w niebie, mgła otaczała nasz dom tak, że była to wielka niespodzianka każdego dnia co kryje za sobą. W sobote zrobiliśmy małe ognisko na ulubionej hamakowej plaży( zużyliśmy dwa jednorazowe grile i dwie paczki parówek…niestety tutejsze kiełbaski bywają nie jadalne chyba,że ktoś lubi baranine). W dzień następny niezrażona drużyna Dżi wystartowała w rowerowym rajdzie p.t. jak uniknąć kropel deszczu i nauczyć się oddychać mgłą wjezdżając na Windy Corner (….m.n.p.m.), który o mały pieprz nie zakończyłby się adoptowaniem małej owieczki. Biedula zagubiła się w deszczu i mgle i odnalazła nogi Mike jako matki swojej ( troszke było z tym problemów ale chłopcy poradzili sobie odprowadzając ją do stada pytanie tylko czy rodzinnego?) . Dzisiaj to już relaksowanie w pełni i bładzenie we mgle:

było bardzo ciepło tylko kropelki mgły atakowały z wszystkich stron dodając wrażenia sauny parowej przy niskiej temperaturze



zagadka miesiaca co to jest?


akademia dziwnych kroków





bardzo lubie kafke mniam mniam