Jesien
wrzesień 27, 2008
Mamy juz wrzesien to oznacza tylko jedno przyszla jesien.U nas pieknie, napewno nie tak jak w Polsce ale slonce swieci mocno, zimny wiaterek powiewa a liscie unosza sie w powietrzu.Poczatek jesieni kojarzy mi sie z poczatkiem szkoly, wybieraniem kursow i organizacja calego roku.Nigdy chyba nie wyjde ze schematu roku szkolnego moze powinnambyc nauczycielka;)). Ta noc bedzie czwarta noca na nowym miejscu,pozegnalismy sie juz definitywnie ze straym mieszkaniem,lezka w oku sie zakrecila trudno bedzie zapomniec zapach stechlizny, ktory przysnul sie za nami na nowe mieszkanie i chyba jeszcze troche potrwa zanim sie go pozbedziemy.Czytam Marukamiego, Rosol czyta Llose, blizna po hennowym tatuazu powoli sie leczy, na miescie tylko dyskoteki.Probuje ogarnac sie po tygodniowym kursie jakdobrze, ze jutro jeszcze niedziela.Tesknie za Polska ale mam coraz wiekszego pietra przed powrotem…uff
Przychodnia Rejonowa na osiedlu Lecha 7 rano
nowy post
wrzesień 21, 2008
fot.Rosol
Przeprowadzamy sie. Niewyobrazalne ile przedmiotow moze czlowiek zgromadzic przez dwa lata???? Tak naprawde to wystarczy mu jedna walizka
) albo plecak.Po co nam to wszystko? czy kiedykolwiek wracam do ksiazek juz przeczytanych? Moze zly przyklad , zdarzalo mi sie czytac ksiazki kilka razy. Czy sterty nie uzywanych koszulek sa nam potrzebne? Dlaczego tak trudno wyrzucac jest rzeczy? O czym wtedy mysle, o biednych ludziach?, o chinskich raczkach dzieci w fabrykach? O mnie? O tym,ze te rzeczy sa czescia mojego zycia? Przeciez to tylko martwe przedmioty..Co tak naprawde potrzebuje do zycia? Jak to zrobic zeby wylowic sama smietanke? Uchm i takie tam owe i bezowe szmegerasy
Po polsku Maroko, po ang.Morocco a ja wynalazłam Marocco
wrzesień 13, 2008
Zamieszanie..
wrzesień 13, 2008
Obudziłam się dzisiaj i absolutnie nie miałam pojęcia gdzie jestem. Wyjrzałam za okno a tam wielki,szary statek wojenny w zatoce,czerwony helikopter lecący prosto na mnie i straszny hałas. Byłam pewna, że to już teraz nadszedł ten czas i wojna się rozpoczęła.Brrr.Naszczęście były to tylko zawody szybkich łodzi ślizgających się w zawrotnym tempie po morzu. Chyba nie byłabym aż tak bardzo zdziwiona gdyby okazało się, że zostaliśmy zaatakowani przez jakieś obce siły. przydarzają mi się ostatnio dziwne rzeczy np. złamałam klucz w zamku w drzwiach wejściowych, zalał mi się dzisiaj telefon na łódce i zepsułam ładowarke.Wczoraj na imprezie u G. prawie straciłam przytomność i odpłynęłam w dziwne przestworza, powróciłam po jakiejś chwili przypominajac sobie o moim okienku w pracy… Ro wracaj natychmiast.
Do Tmz jak miło, że ktos to czyta (ogląda) i nawet pisze komentarze.Nie jestem pewna czy jest tego warte. Co do PRLU to za rok już napewno chociaż strach straszny czai się za rogiem ale i podniecenie. Jak tam się żyje w tym kraju nad Wisłą?
Marocco2 Góry
wrzesień 10, 2008
Odezwała się w nas jako ludzi z nizin potrzeba pójścia w góry. Sprawa na tyle atrakcyjna, że góry to nie byle jakie a Atlas Wysoki( najwyższy szczyt Jebel Toubkal 4167m.n.p.m.) dla mnie brzmi co najmniej jak zdobycie Antarktydy.. Szczytu nie zdobyłyśmy, starałyśmy się być rozsądne po pierwsze brak przygotowania, po drugie nasz młody przewodnik jak wiekszość muzułmanów praktykowal Ramadan co oznacza, że przez cały dzień od świtu do zachodu słońca nie mógł nic wziąć do ust ( napoje również wliczone w tę zabawę)…Biedny człowiek. Nic nie szkodzi obeszłyśmy “górkę” do okoła odwiedzając kilka wiosek berberyjskich po drodze i chyląc czoło przed majestatem gór.Niesamowite uczucie kiedy stoisz na wysokości około 2000m podnosisz głowe i widzisz, że jeszcze tyle samo do szczytów pozostało. Spoglądasz na dół i chce ci sie latać. Nie wiem dlaczego zawsze w górach chce mi się skrzydeł.
nasz przewodnik Hasam i właściciel muła, który oprowadzał francuzki
niesamowicie silne stworzenia, to była ona nie pamiętam imienia
Lubie tego psa
pranko i suszanko
Marocco,Marrakesh
wrzesień 9, 2008
Pewnego spokojnego dnia postanowiłyśmy z Julką well Fizią pojechać na wakacje.W związku z tym,że w miejscu gdzie żyjemy ciągle pada deszcz i lato bywa chłodne wybór padł na Marocco. To tylko brama Afryki nic wielkiego,była kolonia francuska (żadna znas po francusku nie parlevu) a na dodatek kraj muzułamański a co tam phi.Nie przyzwyczajone do upałów, brudu i zapachów ulicy, targowania się, a przede wszystkim dyskryminacji kobiet przeżyłysmy niemały szok. Troche czasu upłynęło za nim rozpoczęłyśmy odnajdywać się w wielkim chaosie tego kraju i uliczkach starej Mediny.
Julita i jej kafka ole w jednej z bardziej cywilizowanej kafejce na małym placu pośrodku Suk
Szok w pierwszy dzień zintensyfikowałyśmy, trafiając na targowisko dla miejscowych. Gdzie odór ryb,przypraw, głów krowich obdartych ze skóry wyżarł w naszych nozdżach niezapomniane wrażenie.
w mojej opinii jedno z trudniejszych miast do fotografowania pomimo siły słońca, kolorów i ilości ludzi , zwierząt poruszajacych się we wszystkie strony na raz.
Pismo arabskie nie przestało mnie zadziwiać do dzisiaj, pisane i czytane z prawej na lewą strone pełne zakrętasów.
Drugiego dnia spotkałysmy się z Fruzią i Justyną.
Mieszkałyśmy w Medinie kawałek od placu El Fna, w przepięknym Riadzie do którego prowadził labirynt małych uliczek.
cdn…






































