Marocco,Marrakesh
wrzesień 9, 2008
Pewnego spokojnego dnia postanowiłyśmy z Julką well Fizią pojechać na wakacje.W związku z tym,że w miejscu gdzie żyjemy ciągle pada deszcz i lato bywa chłodne wybór padł na Marocco. To tylko brama Afryki nic wielkiego,była kolonia francuska (żadna znas po francusku nie parlevu) a na dodatek kraj muzułamański a co tam phi.Nie przyzwyczajone do upałów, brudu i zapachów ulicy, targowania się, a przede wszystkim dyskryminacji kobiet przeżyłysmy niemały szok. Troche czasu upłynęło za nim rozpoczęłyśmy odnajdywać się w wielkim chaosie tego kraju i uliczkach starej Mediny.
Julita i jej kafka ole w jednej z bardziej cywilizowanej kafejce na małym placu pośrodku Suk
Szok w pierwszy dzień zintensyfikowałyśmy, trafiając na targowisko dla miejscowych. Gdzie odór ryb,przypraw, głów krowich obdartych ze skóry wyżarł w naszych nozdżach niezapomniane wrażenie.
w mojej opinii jedno z trudniejszych miast do fotografowania pomimo siły słońca, kolorów i ilości ludzi , zwierząt poruszajacych się we wszystkie strony na raz.
Pismo arabskie nie przestało mnie zadziwiać do dzisiaj, pisane i czytane z prawej na lewą strone pełne zakrętasów.
Drugiego dnia spotkałysmy się z Fruzią i Justyną.
Mieszkałyśmy w Medinie kawałek od placu El Fna, w przepięknym Riadzie do którego prowadził labirynt małych uliczek.
cdn…










wrzesień 13, 2008 at 1:11 pm
fajno, kochana, choć tu sobie nieco zdjęć zobaczę;))
wrzesień 13, 2008 at 8:39 pm
A kiedy koleżanka zjawi się w PRLu?